Rozpoczynamy budowę drużyny

Nowy trener! Elżbieta Międzik zostaje w Bydgoszczy

Pandemia koronawirusa dotknęła także nasz klub. Dość długo nie wiadomo było, jaka będzie nasza przyszłość. W pewnym momencie pojawiły się nawet czarne scenariusze. Na szczęście, mamy dobre wieści dla kibiców. Drużyna znowu grać będzie na parkietach ekstraklasy, co jeszcze niedawno nie było takie oczywiste. Klub jest w trakcie zmian organizacyjnych (być może pojawi się nowy sponsor tytularny), o czym będziemy na bieżąco informować naszych wiernych fanów. Cały czas trwają prace nad budżetem. Dziś już wiadomo, że pozwoli on na zbudowanie całkiem przyzwoitego składu.

Pierwsza informacja jest taka, że zespołu nie poprowadzi już Tomasz Herkt, któremu za to, co zrobił dla koszykówki w Bydgoszczy, należą się olbrzymie słowa podziękowania. Stanowisko pierwszego szkoleniowca obejmie jego wieloletni asystent Piotr Kulpeksza.

Dziś możemy także podać, że nadal w ekipie KS Basket 25 Bydgoszcz (pod taką nazwą został zgłoszony do rozgrywek, dotychczasowy sponsor Waldemar Kotecki, prezes firmy Artego, zadeklarował dalsze wsparcie, choć już w innym wymiarze) występować będzie Elżbieta Międzik. To już dziesiąty sezon w Bydgoszczy pochodzącej z Krakowa zawodniczki (rocznik 1983), w ostatnich latach kapitana prowadzonej przez Tomasza Herkta drużyny.

Wszystko skończyło się dobrze

Co zdecydowało, że podpisała kolejny kontrakt?

– Dość długo nie wiedziałam, co się dzieje w Bydgoszczy. Docierały do mnie bardzo niepokojące informacje. Po głowie zaczęły już mi nawet chodzić myśli, że konieczna będzie przeprowadzka. Na szczęście, wszystko skończyło się dobrze. Świetnie czuję się w Bydgoszczy, zadomowiłam się i cieszę się niezmiernie, że znowu grać będę dla wspaniałych bydgoskich fanów – powiedziała nam Międzik

Można powiedzieć, że występująca na pozycjach 2-3 koszykarka skazana była na basket. Jej ojciec był rozgrywającym w Wiśle Kraków, zaliczył 139 spotkań w kadrze Polski. W latach 1985-1991 grał na Węgrzech. To jednak nie koniec. Mama Anna reprezentowała barwy II-ligowego AZS Kraków. Koszykówką parali się także jej brat, stryj i bratanek.

Czy te tradycje wpłynęły na wybór drogi życiowej?

– Gdy tylko nauczyłam się chodzić towarzyszyła mi piłka do koszykówki, dlatego ciężko było nie trenować tego sportu. Nie byłam jednak przez rodziców zmuszana, bardziej zaszczepili we mnie pasję – zauważa Elżbieta Międzik, która bardzo się cieszy, że miłość do pomarańczowej piłki rozbudziła także u swojej córki Amelki – wspominała początki swojej kariery na stronie PZKosz.

Mama zagra z córką?

11-letnią Amelię dobrze znają kibice Artego. Towarzyszy swojej mamie na wszystkich meczach (oraz często także na treningach), a w przerwach pomiędzy drugą i trzecią kwartą łapie piłkę i rzuca do kosza. Trafia niemal z każdej pozycji, ma świetnie ułożoną rękę. Wiadomo, geny!

A jak mama ocenia swoją pociechę?

– Może będę trochę nieskromna, ale widzę w Amelii ogromny koszykarski talent i potencjał. Już od pewnego czasu regularnie trenuje, chodzi bowiem do klasy sportowej o profilu właśnie basketu. Ja jej do niczego nie chcę zmuszać, a jedynie zaszczepić miłość do sportu. W przeciwieństwie do wielu swoich koleżanek nie lubi siedzieć w domu przed ekranem komputera. Uwielbia ruch, treningi, dużo jeździ na rowerze. Już od pewnego czasu żartujemy sobie, że może dotrwam do takiego momentu, że razem zagramy w jednej drużynie. Mam już co prawda 37 lat, ale z sezonu na sezon czuję się… coraz lepiej. Nic mi nie dolega, fizycznie wszystko jest ok. (A tak na marginesie pamiętamy jeden przypadek, gdy mama zagrała córką co prawda nie w jednym zespole ale przeciwko sobie. W grudniu 2007 roku  37-letnia Ilona Jasnowska, wychowanka BKS Bydgoszcz, reprezentująca wówczas barwy CCC Polkowice, wystąpiła przeciwko swojej  córce 15-letniej Monice z SMS PZKosz.)

Pierwsze kroki na parkiecie stawiała w Koronie Kraków. Potem była nauka i gra w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Łomiankach. Profesjonalną karierę rozpoczęła w Wiśle Kraków. Jej nieprzeciętne umiejętności dostrzegło kierownictwo belgijskiego klubu Dexia Namur. Tu występowała w latach 2003-2007, zdobywając, między innymi, czterokrotnie mistrzostwo kraju i uczestnicząc w rozgrywkach Euroligi. Potem jeszcze na jeden sezon (2007/2008) zakotwiczyła we Francji (Arras Basket), po czym wróciła do Polski. Najpierw do ROW Rybnik, ale w barwach śląskiego klubu rozegrała jesienią 2008 r. tylko jedenaście spotkań, zawieszając karierę na czas urlopu macierzyńskiego. Po urodzeniu w czerwcu 2009 r. córeczki Amelii na dwa sezony związała się z AZS Poznań. Stąd trafiła do Bydgoszczy i tu pozostaje do dziś.

Z jej nazwiskiem związane są największe sukcesy Artego. Regularnie na boisko wychodzi w pierwszej piątce. Jest bardzo solidną zawodniczką. W ciągu tych dziewięciu sezonów w Artego średnio spędzała na parkiecie od 28,25 min (2019/2020) do 35,25 min (2013/2014) i zdobywała śr. od 7,0 pkt (2014/2015) do 11,3 pkt (2011/2012).

Znak firmowy – „trójki”

Słynie przede wszystkim z rzutów dystansowych. Do niej należy niepobity dotąd rekord krajowej kobiecej koszykówki. 21 listopada 2014 roku w Gdyni (bydgoszczanki wygrały z Arką 98:60) trafiła 8/8 „trójek”! A w sezonie 2019/2020 wspólnie z koleżanką klubową Kariną Michałek znalazła się czele najskuteczniejszych w tym elemencie (41/82, 50 proc.).

Elżbieta Międzik ma za sobą także liczne występy w reprezentacjach kraju od juniorek do seniorek. Razem z koleżankami na mistrzostwach Europy U-18 wywalczyła w 2000 roku brązowy medal. Uczestniczyła także w mistrzostwach świata U-19 (2001 r., 10. lokata).

Trzykrotnie w biało-czerwonych barwach rywalizowała w EuroBasketach. W 2005 r. Polska zajęła 7. miejsce (Międzik: 8 meczów, śr. 20,1 min, 6,1 pkt), w 2011 r. 11. miejsce (6 meczów, śr. 25,3 min, 8,8 pkt), a w 2015 po czterech porażkach w pięciozespołowej grupie dopiero 18. lokatę (śr. 20,8 min, 7,0 pkt).

Ostatni sezon z wiadomych względów zakończył się przedwcześnie na początku marca przed rozegraniem ostatniej kolejki rundy zasadniczej. Artego sklasyfikowane zostało na drugim miejscu wywalczając tym samym srebrny krążek mistrzostw Polski.

Co w czasach trwającej ciągle pandemii porabiała Międzik?

– Nie ukrywam, że mimo iż sezon zakończył się wcześniej, byłam bardzo zmęczona. Łączenie zawodowego uprawiania sportu z wychowaniem córki nie jest łatwą sprawą. Pierwsze tygodnie spędziłam oczywiście w domu, odpoczywałam, cały ten wolny czas poświęcając Amelii. W kwietniu przenieśliśmy się do rodziny do Gdyni. Szybko jednak zaczęło mi brakować tego rytmu treningowego, wysiłku fizycznego, do którego od wielu lat mój organizm się przyzwyczaił. Dostałam rozpiskę od Marcina Kaczochy, naszego trenera od przygotowania fizycznego  i z przyjemnością konsekwentnie ją realizuję w sali i na siłowni.

Tyle Elżbieta Międzik. A zatem do rychłego zobaczenia w hali na Babiej Wsi!

Tadeusz Nadolski